Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Które nowemi zastępował ranek.
Szczęśliwa paro, śpij; oh! najszczęśliwsza,
Gdybyś większego szczęścia nie szukała
I wiedzy większej od tej, co ci dana.
Już noc cienistym stożkiem odmierzyła
Połowę drogi pod sklepieniem niebios,
Już w bramie z kości słoniowej Cheruby
Stały pod bronią, by o zwykłej porze
W bojowym szyku nocne odbyć straże,
Kiedy Gabryel najbliższemu sobie
Stopniem i władzą Aniołowi rzecze:
»Uzzyelu, weź z tych połowę i obejdź
Bardzo uważnie stronę południowca,
Druga połowa niech okrąży północ,
W zachodniej stronie się spotkamy. Naraz,
Jakby płomienie na prawo i lewo
Ruszyły straże. Dwóch z nich najsilniejszych
I najbystrzejszych, którzy przy nim stali,
Przyzwał i takie dał im polecenie:
»Ithuryelu i Zephonie, szybko
Na skrzydłach ogród przetrząśnijcie cały.
Nie opuszczając żadnego zakątka,
A głównie tam, gdzie piękne dwie istoty
Mieszkają, może śpią teraz bez troski.
Dziś przed zachodem słońca przybył Cherub
Z wieścią, że w stronę tę bieg pokierował
Jakiś piekielny Duch, zdoławszy umknąć
Niespodziewanie z miejsca wiecznej kaźni,
I tuła się tu pewno w złych zamiarach:
Gdzie go znajdziecie, schwyćcie i sprowadźcie.«