Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


To rzekłszy, swoje promienne szeregi
Ćmiące księżyca blask, powiódł w przestworza;
Ci dwaj zwrócili kroki ku schronisku,
W poszukiwaniu zbiega, i niebawem
Znaleźli, że kształt przybrawszy ropuchy,
Przy uchu Ewy przykucnął, próbując
Czartowską sztuką na jej wyobraźnię
Podziałać, tworzyć według swojej woli
Sny i mamidła; lub tchnąwszy truciznę,
Skalać jej zmysły, by z czystej krwi wstały
Opary, niby łagodne rzek tchnienie,
W końcu drażniące, niespokojne myśli.
Próżne nadzieje, cele i pragnienia
Zdrożne, natchnione górnemi myślami,
Z których się rodzi pycha. Ithuryel
Dotknął go lekko włócznią; przed dotknięciem
Niebiańskiem żaden fałsz się nie ostoi,
I musi wrócić do prawdziwej formy:
Więc Czart się zerwał, odkryty, poznany.
Jak kiedy iskra padnie na stos prochu
Saletrzanego, co wsypany w beczki
Do magazynu miał być przeniesiony
Na zapas, gdy o wojnie krążą wieści,
W nagłym wybuchu niknie czarne ziarno
I rozpłomienia powietrze dokoła;
Tak stanął Szatan we własnej postaci.
Oba Anioły cofnęły się nieco,
Ujrzawszy nagle ohydnego króla;
Nieustraszone jednak wnet pytają:
»Ktoś jest z pomiędzy duchów buntowniczych,