Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tak przyobiecał, a Uryel wrócił
Do obowiązku na jasnym promyku,
Którego koniec teraz podniesiony
Poniósł go skośnie na dół aż do słońca,
Już za Azorskie wyspy zapadłego.
Albo niebieska tarcza z niesłychaną
Szybkością dzienną tam się zatoczyła,
Albo, mniej szybka w krótszym na wschód zwrocie,
Swą odwróciła ziemia, a w odbiciu
Lśnią się purpurą i złotem obłoki,
Które zachodni jej tron otaczają.
Nadszedł spokojny wieczór, już zmierzch szary
Wszystko dokoła skromną odział szatą;
Cisza nastała: zwierz do legowiska
A ptak do gniazda pomknął; tylko słowik
Całą noc trele miłosne rozwodził.
Słodka ta cisza była; strop niebieski
Pałał żywemi szafirami: Hesper,
Wiodący orszak gwiazd, najjaśniej świecił,
Aż księżyc, skryty w majestat obłoków,
Jak król się zjawił, swe nieporównane
Światło odsłonił i na cienie nocy
Srebrny płaszcz rzucił.
Rzekł Adam do Ewy:
»Droga małżonko, ta nocy godzina
Gdy wszystko do snu słodkiego się kłom,
I nam zaleca wytchnienie, ponieważ
Bóg ustanowił pracę i spoczynek
Ludziom na zmianę, jak dzień noc zamienia.
Już sen swą rosę zsyła, miękko tłoczy