Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zanim powrócę, używaj rozkoszy
Krótkich, bo długie po nich przyjdą smutki.«
Rzekł i z pogardą zwrócił kroki dumne
Ale powolne, patrząc bacznie w koło,
Szedł tak przez gaje, pustki, wzgórza, pola.
Wtedy na krańcach najdalszych, gdzie niebo
Spotyka ziemię i morze, powoli
Schodziło słońce, promienie poziome
Śląc naprzeciwko wrot zachodnich Raju.
Alabastrowe tworzyły je skały,
Piętrzące się aż w chmury, widne zdała;
Od ziemi jeden przystęp wił się ścieżką,
I jedno od. niej wejście było w górze,
Reszta opoką stromą się zwieszała,
Wdrapać się przez nią było niepodobna.
Wśród tych filarów skalistych, przed nocą,
Siedział Gabryel, wódz anielskiej straży.
Dokoła niego rycerskie igrzyska
Sprawiała młodzież anielska, bez broni;
Ale opodal wisiały oręże,
Hełmy, oszczepy, tarcze, połyskując
Dyamentami i złotem. Tu przybył
Uryel, sunąc na promieniu słońca
Szybko, jak gwiazda spadająca w nocy
Jesiennej, kiedy wyziewy powietrzne
Obejmie ogień, wnet kompas majtkowi
Wskaże, z którego punktu przyjdą wichry.
Z pośpiechem wielkim Uryel tak rzecze:
»Tobie w udziale padło, Gabryelu,
Ściśle pilnować tej szczęsnej siedziby,