Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Oddałem z mego boku, tuż od serca
Pierwiastek życia, bym odtąd, przy sobie
Miał zawsze drogą pociechę, jedyną
I nierozdzielną cząstkę mojej duszy;
Szukam cię, żądam, druga ma połowo!«
Tu rękę moje ująłeś łagodnie;
Przystałam, i od tego czasu widzę,
Że ponad piękność wyższy jest wdzięk męski
I mądrość; ta jest prawdziwą pięknością.«
Tak rzekła matka rodzaju ludzkiego,
A wzrok jej czystej miłości małżeńskiej
I uległego poddania tchnął żarem;
Więc się przytula, nawpół obejmując
Pierwszego ojca naszego; jej naga
Wpół rozwinięta pierś, okryta złotą
Kaskadą włosów, spotkała pierś jego.
Pięknością jej i wdziękiem zachwycony,
Uśmiechnął się z miłością i przewagą,
Jak się uśmiecha Jowisz do Junony,
Kiedy zapładnia chmury, by sypały
Na ziemię kwiaty wiosny, — i wyciskał
Na ustach żony czyste pocałunki.
Opodal Szatan, zazdrością przejęty,
Odwrócił głowę, lecz zyzem złośliwym
Spoglądał, takie w sobie budząc żale:
»Przeklęty widok, dręczący! Ci dwoje
Objęci rajem, w objęciach wzajemnych
(Raj jeszcze większy!), ze wszystkich błogości
Największą mają, podczas gdy ja w Piekło
Pchnięty, gdzie niema rozkoszy miłości,