Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Prostotę, wespół z niewinnością świętą!
Szli nago dalej, nie bojąc się wzroku
Boga, Aniołów, bo nic złego w myślach
Ich nie postało, szli tak ręka w rękę,
Najpowabniejsza para, jaką kiedy
Uścisk miłosny połączył na świecie.
Adam nad wszystkie późniejsze swe syny
Większej urody; piękniejsza od wszystkich
Cór swoich Ewa.
Na miękkiej darninie
W cieniu drzew mile szemrzących, nad źródłem
Po ogrodniczej pracy w takiej mierze
Utrudzającej, że im pożądany
Był chłód wieczorny, napój i posiłek,
Siedli do smacznych jak nektar owoców,
Które im same gałęzie chyliły.
Wsparci o ławę darniny puszystej
Różnobarwnemi kwiaty przetykanej,
Jedli soczystą miazgę, a łupiną
Czerpali wodę z pieniącego źródła.
Dużo tam było żartów i uśmiechów,
Młodzieńczych pieszczot, jak przystało parze
Nadobnej, węzłem małżeńskim związanej,
Szczęsnej, samotnej. Dokoła igrały
Wesoło wszystkie zwierzęta, co teraz
Kryją się w lasach, pustyniach i norach
Podziemnych. Skakał lew z koźlęciem w parze,
Niedźwiedzie, rysie, tygrysy, lamparty,
W susach pociesznych; aby rozweselić
Swych władców; ciężki słoń zwijał swą trąbę