Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Więc miłość jego niech będzie przeklęta!
Miłość, nienawiść, zarówno mi niosą
Wieczne cierpienia. Nie, ty sam przeklęty
Bądź, bo naprzekór jego woli twoja
Wybrała to, co potępiasz tak słusznie.
Biada mi! W którą stronę zwrócę kroki,
Gniew bezgraniczny i rozpacz bez granic;
Wszędzie jest Piekło; ja sam jestem piekłem;
W największej głębi jeszcze większa głębia
Grozi pożarciem rozwarta szeroko:
Wobec niej piekło, którem cierpiał dotąd,
Niebem się zdaje. Och, sfolguj nareszcie!
Czyż nic nie nada żal, ni przebaczenie?
Nic bez poddania się, a słowo wzgarda
Broni mi tego, i obawa wstydu
Wobec wspólników w otchłani, skuszonych
Obietnicami memi, samochwalstwem,
Że zawojować zdołam Wszechmocnego.
Biada mi! Oni nie wiedzą, jak ciężko
Za tę chełpliwość próżną pokutuję,
Jakie cierpienia dręczą moje łono.
Gdy hołd przyjmuję na tronie piekielnym,
Im wyżej wznosi mnie dyadem, berło,
Tem niżej spadam, tylko nędzą wielki.
Takie rozkosze pychy! Ale choćbym
Mógł wzbudzić skruchę, choćbym aktem łaski
Mógł do dawnego wrócić stanu; rychło
Z potęgą dawną wróciłyby myśli
Wysokolotne: rychłobym odwołał
To, com w udanej zaprzysiągł pokorze!