Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Mi nie wymawiał; służba była lekka,
Bo cóż lżejszego, jak wznosić mu dzięki
I uwielbienia należne? Lecz wszystkie
Te łaski w zło się obracały we mnie
I złość budziły; wzniesion tak wysoko,
Niepodległości chciałem; krokiem wyżej,
Sądziłem, będę najwyższym, i w jednej
Chwili uwolnię się z wdzięczności długu
Bezgranicznego, ciężkiego, bo ciągle
Spłacając, ciągle w długu pozostaję:
Niepomny tego, żem ciągle dostawał,
Nie rozumiejąc, że kto wdzięczność czuje,
Dłużny bez długu, ale spłaca ciągle,
I zadłużony i zwolniony razem.
Jakiż więc ciężar? O, gdyby był raczej
W potędze swojej uczynił mnie jakim
Niższego rzędu Aniołem! Szczęśliwy
Byłbym: nadzieje, nieznające miary,
Nie budziłyby pragnienia zaszczytów...
Czy tak byłoby? A inna Potęga,
Równa mi w mocy mogłaby bunt wzniecić,
I mnie, jakkolwiek małoznaczącego,
Na swoję stronę wciągnąć; lecz Potęgi
Inne, choć wielkie, nie upadły, stoją
Nieporuszone, przeciw pokuszeniom
Wszelkim wewnętrznym i zewnętrznym zbrojne.
Ty czyś miał wolną wolę; czyś miał siłę
Do trwania? Miałeś. Kogóż zatem winisz
Lub co oskarżasz? Chyba miłość wolną,
Którą zarówno wszystkim Niebo daje?