Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przed wybuchnięciem: strach i wątpliwości
Dręczą zmącone myśli; wre w nim Piekło
Aż do dna duszy, bo je przyniósł z sobą;
Ono otacza go: choć zmienia miejsce,
Nie wyjdzie z Piekła, tak, jak i od siebie
Uciec nie może. Sumienie drzemiące
Aż dotąd, teraz budzi rozpacz, budzi
Gorzką myśl o tem, czem był, a czem został,
I czem ma zostać — gorszym, a po gorszych
Czynach nastąpić muszą gorsze męki.
Czasami zwraca oczy zasmucone
Na Eden, przed nim rozkosznie błyszczący,
Tu znów ku Niebu, gdzie słońce u szczytu
Południowego stało w całej mocy,
I ważąc myśli, tak mówi z westchnieniem:
»Ty, co tak wielkim blaskiem uwieńczone,
Na swoje państwo niepodzielne patrzysz,
Jak Bóg nowego świata; wszystkie gwiazdy
Gdy spojrzysz, kryją umniejszone głowy;
Do ciebie zwracam głos mój nieprzyjazny,
Słońce, powiadam ci, że nienawidzę
Twoich promieni, bo przypominają
W jaki stan wpadłem, a jak niegdyś świetny
Po nad twą sferą byłem, póki duma
I gorsza od niej pycha nie strąciły
Mnie w dno przepaści. Walka w Niebie przeciw
Niezrównanemu Królowi Niebiosów!
O co? Nie taka wdzięczność należała
Odemnie, bo mnie stworzył tem, czem byłem
U szczytu chwały, a łask swoich nigdy