Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Aż do Bersabe, granic Ziemi Świętej,
Aż do Egiptu i Arabii brzegów:
laki był otwór światłu, takie krańce
Ciemności, jakby brzegi oceanu.
Stąd Szatan, stojąc na najniższym stopniu
Schodów złocistych, wiodących do Nieba,
Naraz spojrzeniem jednem świat ten cały
Objął zdziwiony. Tak po całonocnej
Wśród niebezpieczeństw drodze, przez pustynie,
Szpieg, gdy nareszcie o świcie dnia stanie
Na jakiem wzgórzu wyniosłem i zoczy
Niespodziewanie kraj obcy a piękny,
Nieznany dotąd, lub sławnej stolicy
Błyszczące wieże i blanki, złocone
Promieńmi słońca o wschodzie, równego
Dozna zdziwienia; chociaż Czart złośliwy,
Co znał już Niebo, raczej zawiść uczuł
Na widok świata w całym blasku piękna.
Patrzy dokoła (a łatwo to czynić
Mógł, stojąc ponad kulistą zasłoną
Nocy), od wschodu, gdzie gwiazdozbiór Wagi,
Aż do Barana, co poza widnokrąg
I przez ocean Atlantycki poniósł
Córkę Cefea;[1] tak świat rozpatrzywszy
Wszerz od bieguna do bieguna, leci
Prosto przed siebie w pierwsze sfery świata;
Powietrzem czystem, pomiędzy gwiazdami
Niezliczonemi, żegluje swobodnie.
Gwiazdami były zdała, ale bliżej
Światami, albo wyspami błogiemi,

  1. Baran, jeden z dwunastu znaków zodyaku. Według podań greckich był to baran o złotem runie, zabity w ofierze Jowi-szowi, który pomieścił go między gwiazdy. Córka Cefea, Andromeda.