Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tak marną jak ich czyny; tu Przyrody
Niedokończone, poronione płody,
Albo potworne, cudackie, gdy skończą
Byt ziemski, lecą tu, tu się błąkają
Do ostatniego swego znicestwienia;
Nie na księżycu, jak było mniemanie:
Jego srebrzyste pola zapełniają
Lepsi mieszkańcy, duchy szlachetniejsze,
Pośrednie między naturą anielską
A ludzką. Niegdyś stąd na ziemię przyszły
Z nieprawych związków zrodzone Olbrzymy,
Syny i córki, i świat napełniły
Wielu czynami próżnemi, natenczas
Jednak sławnemi. Naprzód budownicy
Owi Babelu na dolinie Sennar,
I ci, co teraz gotowiby wznosić
Nowe Babele, brak im tylko środków.
Szli inni luzem: ten, co chętnie skoczył
W płomienie Etny, byle mógł uchodzić
Za boga, znany Empedokles, drugi,
Kleombrot, co się rzucił w morze, aby
Mógł się napawać bytem elizejskim
Platona; innych wielu pomijamy.
Tu się gromadzą, odludki, szalbierze,
Gimnosofiści, augurzy, bonzowie,
Wieszczkowie z całem oszukaństwem swojem;
Tu pełno owych pielgrzymów szalonych,
Co karawaną długą przez pustynie
Chcą zdobyć niebo rozkoszy zmysłowych;
I tych, co licząc na apoteozę