Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wracającego z pogoni Niebieskie
Zastępy Ciebie tylko uwielbiały,
Synu ojcowskiej mocy, coś straszliwym
Pogromem skruszył Jego nieprzyjaciół.
Nie tak surowo ukarany Człowiek
Przez nich skuszony. Ojcze miłosierdzia,
Tyś ku litości więcej się przychylił;
Jak tylko Syn Twój kochany, jedyny,
Spostrzegł, że nie chcesz zbyt surowo karać
Słabego człeka, że Twą litość budzi,
Zaraz, by gniew Twój uśmierzyć, zakończyć
W obliczu Twojem dostrzeżoną walkę
Sprawiedliwości z litością, nie bacząc
Na stan szczęśliwy, jakiego zażywa
Po Twej prawicy, ofiarował życie
Za grzech Człowieka. Miłość bezprzykładna!
Miłość zaiste boska! Sława Tobie,
O Synu Boży, Zbawicielu ludzi!
Twe imię odtąd przepełni me pienia,
I harfa moja nigdy nie przestanie
Wielbić Cię, wielbić wespół z Ojcem Twoim!
Tak w Niebie, ponad gwiazd sferami szczęsne
Godziny mknęły wśród hymnów radości;
Tymczasem stanął Szatan na sklepieniu
Nieprzezroczystem okrągłego świata,
Które oddziela Chaos i Noc starą,
A pod niem słabsze światła bieg swój toczą.
Zdała kuliste, teraz się wydało
Jakoby stałym i obszernym lądem,
Ciemnym, bezpłodnym, dzikim, a okrytym