Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I po przygrywce słodkiej świętym śpiewem
Wzbudziły zachwyt, bo śpiewali wszyscy,
A żaden głos nie zmącił melodyi:
Taka we wszystkiem zgodność jest w Niebiosach.
Pierwszy śpiew Tobie, Ojcze Wszechmogący,
Niezmienny, królu wieczny, nieśmiertelny,
I nieskończony, Stwórco wszechstworzenia,
Źródło światłości, a sam niewidzialny
W jasności chwały, wśród której zasiadasz
Na niedostępnym tronie; a choć blaski
Twoich promieni przysłonisz obłokiem,
Jakby kaplicą, rażą one Niebo
Tak, iż przejasne nawet Serafiny
Przed tron twój idąc, zasłaniają oczy
Obu skrzydłami.[1] Potem opiewali
Ciebie, coś wszelkie poprzedził stworzenie,
Jednorodzony Boskości Obrazie,
W którego licu Ojca Wszechmocnego
Blask się przejawia bez żadnej osłony,
Taki, iż żadne z stworzeń go nie zniesie;
Na Tobie jego odbija się chwała,
W Tobie się jawi pełność jego Ducha,
Twą ręką stworzył on Nieba Niebiosów
I wszystkie, jakie w nich żyją, Potęgi;
A buntownicze obalił przez Ciebie!
Nie oszczędzałeś w dniu tym strasznych gromów
Twojego Ojca, ani się zatrzymał
Twój wóz płomienny, co wstrząsnął posady
Wieczyste Nieba, kiedyś go prowadził
Po karkach wrogich Aniołów w rozbiciu.

  1. Cherubinowie dwoma skrzydłami zakrywali oblicze swoje, gdy stali przed tronem Boga. Izai. 6, 2.