Strona:PL Melchior Pudłowski i jego pisma.djvu/083

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


140.   Z greckiego.

Ale cóż mnie wymownych mistrzów księgi dadzą?
Więcej mi niż pomogą wykręty zawodzą.
Miasto ksiąg podaj ty mnie kufel wydrążony,
Winem starym i smacznym czyście napełniony,
Tym gdy sobie podrażę, to wszytki frasunki        5
Usną ze mną: bodajże zdrów wymyślał trunki.



141.   Z greckiego.

Skoro mi to powiedziano,
Iż od Wulkana słyszano,
Iże strzały Kupidowi
Gotuje i Wenusowi:
Zaraz mi serce upadło,        5
A w łeb mi to tedyż wlazło,
Iż to wszytko przeciw tobie,
A tak radzę, myśl o sobie,
Aleś już snać ustrzelany?
Zamieszkał barwierz do rany.        10



142.   Do Baltazara Lutomierskiego.

Przez pochlebstwa powiadam to wszędy o tobie,
Żeś mię iście zniewolił niepomału sobie
Cnotą i układnością, którą lak miłujesz,
Iż na niej wszytki twoje postępki budujesz.
Ja acz się chudo czuję, rychlej tam przestanę,        5
Gdzie więcej cnoty, niżli pieniędzy zastanę.



143.   Do P.

Kiedy wszyscy mówili, mówiłeś też i ty,
I znać było wtenczas, żeś miał rozum sowity.
Ale wiem ci ja jeszcze też jednę rzecz na cię,
Już teraz milczą wszyscy: powiedz nam co, bracie.



144.   Do jednej paniej.

Jeśli to prawda, że czart nikogo nie bierze,
Co często mówią one nabożne pacierze: