Strona:PL Melchior Pudłowski i jego pisma.djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wierzę, iże ty nigdy już w piekle nie będziesz.
Bo bez nich i na wychód nigdy nie usiędziesz.



145.   Do jednego mnicha kaznodzieje.

Wadzą-ć nasze kołnierze, wadzą-ć obercuchy,
Wadzą-ć czuby tureckie i wilcze kożuchy,
Wadzi-ć nasz bót kowany, rzezane trzewiki,
Zkąd nas błazny nazywasz i chrzcisz nas stańczyki,
Jakoby kołnierz,winien, albo ploderuzy,        5
Gdy kto źle się sprawuje, załawia na guzy,
Albo żeby pstry kabat był przyczyną złego:
Aż mi się cknie, słuchając kazania twojego.
Zaż też kapica winna, kiedy owo mnicha
Zajmą u sosnowego po grzbiecie kielicha?        10
Mym zdaniem, że nie kaptur, lecz ten, co w nim chodzi,
Minąwszy swą powinność, i wszeteczność płodzi.
Także-ć kołnierz nie winien, kiedy usarz błądzi,
Jako i kaptur, gdy się też mnich źle w nim rządzi.



146.   Do Mikołaja Mieleckiego.

Będą-li pióra co umiały moje,
Nie umrą nigdy zacne sprawy twoje,
Niegodna ziemia by je zakryć miała
Wonczas, gdy dusza zwierzy jej więc ciała.



147.   O Mikołaju Mniszewskim.

Nie leda to człowiek, panowie,
Rozumu dosyć w tej głowie.
Atoli był w samołówce,
Przygaścież, ale tej główce.



148.   Epitafium Stanisławowi Porębskiemu.

Acz-ci mię serce boli, Stachniku mój.miły,
Iżeśmy się tak z sobą nagle rozłączyli,
Ale iż tak Pan Bóg chciał, mieszkajże tam w niebie,
A mnie, jedno wżdy nie wskok, pociągaj do siebie.