Strona:PL Melchior Pudłowski i jego pisma.djvu/082

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ona mi serce wzięła, przez które człek żywię,        5
A kto serca postrada, ten umarł prawdziwie.
A tak, albo nie patrzcie w tamtę stronę więcej,
Bo jeśli być nie może, albo się naprędzej
Postarajcie, żeby mi albo dała swoje,
Albo żeby wróciła tamto serce moje,
Bo go jednak korzyści nic nie będzie miała,
Jeśli nie weźmie k niemu zaraz mego ciała.



137.   Do Mikołaja Żardeckiego.

Aza nie wiesz, do jakiej był Mars przyszedł trwogi.
Chocia był bóg, jako wiesz, waleczny i srogi?
Że go Wulkan tak związał w łyki z swoją żoną,
Iż tego nie mógł spełznąć żadną swą obroną.
Jednak on dla miłości, którą był spętany,        5
Wycierpiałby był nad to snadź i krwawe rany.
A ty będąc człowiekiem, wżdy nazbyt styskujesz,
Żeś wziął kijem od żony cudzej, lamentujesz.
Jeśli ten bóg ucierpiał wiele dla miłości,
Przeczże też mają być te droższe twoje kości.        10



138.   Do Szymona Tańskiego.

Do tej twojej szpetnej brody masz takie przymioty
Moim zdanim, iż droższe niż złote forboty.



139.   Z greckiego.

Pallas i sławna Wenus, zacnych bogów żony,
Pamiętajcie mi świadczyć każda z swojej strony,
Iż mię zawżdy powolnym miła będzie znała,
By mię snać i nakoniec z bogiń która chciała.
Jako owo gdy skała namniej się nie ruszy,        5
Chocia biją w nię wały, przedsię się nie kruszy.
Tak ma wiara i miłość stawi się statecznie,
Że nikomu jedno jej służyć będę wiecznie.
Daj Boże, by jednako miłość w oku trwała
I daj, aby nas ziemia zaraz przyodziała.        10