Strona:PL Melchior Pudłowski i jego pisma.djvu/065

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


66.   Do S.

Byś ty mnie snać na koniec pożyczył swej głowy,
Tedy ja nie zrozumiem pewnie twojej mowy,
Bo wszytko tak powiadasz: Nie wiem co, panowie,
Owa, prosto nie wiem co: niech wam Malcher powie.
Jeśli że ty konceptu nie zrozumiesz swego,        5
Odemnie nań nie czekaj wykładu żadnego
Owszem iże cię słuchem, miej ty na tym dosyć,
A wszakci by mię drugi musiał barzo prosić,
Bym go słuchał, kiedy co nie do rzeczy plecie,
Bo mię wstyd błaznów słuchać na tym nędznym świecie.        10



67.   Na korab P. Łaskiego Olbrychta.

Próżno się morze niespokojnie burzysz,
Przedsię korabia tego nie zanurzysz.
Przetrwawszy wszytki przeciwne pogody,
Stanie na brzegu w cale i bez szkody.



68.   Nagrobek P. Orlikowi, żupnikowi ruskiemu.

Żałosna żena, z którą cię śmierć rozłączyła,
Tym twoje zmarłe ciało kamieniem przykryła,
Które iż z ziemie poszło, tam się zaś zostało,
Lecz ducha przykryć trudno to kamienie miało,
Bo ten w niebie wysokim odpoczywa sobie,        5
Ciało swe zostawiwszy w tym z marmuru grobie.



69.   Żenie jego.

Małżonka swego zchowawszy uczciwie,
Który tam jednak w niebie wiecznie żywie,
Ten grób z marmuru postawić kazała,
By też w nim sama po śmierci leżała.
Tak jako zgodnie za żywota żyli,        5
Żeby się grobem także nie łączyli.



70.   Do Jana K.

Jeszcze się wczora drugi po to spieszył,
Czym ciebie, Jasiu, Pan Bóg dziś pocieszył.