Strona:PL Melchior Pudłowski i jego pisma.djvu/064

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


61.   O cnocie.

Oprócz cnoty nic nie masz trwałego na świecie:
Insze rzeczy, co ich jest, śmierć straszna pogniecie.



62.   Do towarzysza.

Tamy się porwały, srodze szumi woda,
Wierę, ku nocy teraz jeździć szkoda.
Będzie czasu dość, droga nie uciesze,
Wszak też tu na cię z góry nie pociecze.
Więc k temu mawa swe czym bawić oczy,        5
Prosto szalon, ztąd ktoby jechał w nocy.



63.   O jednym pachołku.

Posłał jeden ziemianin do pana wielkiego
Sługę, po prawdzie mówiąc, nie barzo dworskiego,
Który się mm sprawował pudle swojej głowy,
Nie patrując ukłonu, ani dworskiej mowy.
Spytał go pan: a wiele takowych, jako ty,        5
Twój pan błaznów ma? Sługa on z czystej ochoty:
Sześci nas tylko w domu, panie miłościwy,
A u paniej jest siódmy barzo osobliwy.
Parsną wszyscy wnet śmiechem, poseł się się zapłonął,
Nie czekając odprawy, z izby wskok wywionął.        10



64.   Do Marcina Goreckiego.

Ten nam wylicza dziwy.
Widzę, iż jest świadek żywy.
Chcesz, powiem ci na mą duszę,
Tobie k woli wierzyć muszę.



65.   Na łgarze.

Trzaśni, Panie, piorunem i bij z góry gromem.
Nakoniec i spal ogniem wespółek i z domem
Takie, co tylko język prawdziwy swój mają,
A na sercu obłudę i zdradę chowają.
Niech to znają prawdziwi, że fałszu nie lubisz,        5
I owszem co ji sieją, rad ty srodze gubisz.