Strona:PL Melchior Pudłowski i jego pisma.djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz baczę, nim się teraz barzo brzydzą:
Wolę iż z fraszek, niżli z statku szydzą.



56.   Do Walka.

Ja ciebie nie rad ganię, chociać nieststeczny,
A ty me książki sądzisz, że w nich rym wszeteczny.
Równać to wada,iż się me złotrzyły karty,
A opanowały je z krotochwilą żarty.
Wszak to wolno poecie wiersz podać bezpieczny,        5
A nic mu i to nie wadzi, kiedy pan stateczny.
Lecz to wielka, Walaszku, do ciebie, mój miły,
Boście łotrostwa sprawą waszą zachwycili.
Jać łacno w to ugodzę, iż me pismo zginie,
Ale twoja niecnota już na wieki słynie.        10



57.   Do Gabryela Grabowieckiego.

Jeśli się kto najduje, który tobie łaje,
Albo jeśli się gniewa na twe obyczaje:
Wierzę, iż ten nic nie wie, co po czemu chodzi,
Ani tego, iż statek rad się żartem słodzi.
U mnieś jest w takiej cenie, żebych rad dla ciebie        5
Umarł i wszytko podjął, zapomniawszy siebie.



58.   Do sąsiada.

Wiele mi obiecujesz i dać, i pożyczyć,
Gdy więc sobie podpijesz, a wżdy nie chcesz liczyć,
Kiedy przydzie zaranek. A tak radzę tobie,
Abyś zawżdy podpijał co naraniej sobie.



59.   O Stasiu.

Ten wzleciał w niebo z myślą, tusząc, iż ma wiele,
A nie beczy, iż zadku odbieżał w popiele.



60.   Do Mikołaja.

Chlubisz się ty bugactwy, a skarżysz na szkody;
Mam ja wiele przed tobą, bo nie miewam szkody,