Strona:PL Melchior Pudłowski i jego pisma.djvu/062

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


K temu równo mi się zdało,        25
Tak wiele, jako i mało.
Owa zgoła były dziwy,
Nie czułem, jeślim był żywy.
Wszytkiego mi dostawało,
A dziś mi się zaś przebrało.        30
Dosyć było wszego wczora,
A gdziś, gdym wejźrzał do wora,
Ali pustki jako w lesie:
Chybać wino skarb więc niesie.
Mógłby zawżdy Bachusowi        35
Lepszą winnemu bogowi
Ofiarę niż wieniec stawić,
Gdy to umie czyście sprawić,
Że uczyni z ubogiego
Natychmiast pana wielkiego.        40
Chyba stawiać trzeba nogi,
A zajmowac ze łba rogi.
Bo wtenczas każdy rogaty,
Ten pan pijany bogaty.
Niechże me po bystrej wodzie        45
Nie pływają ze mną łodzie,
Nabywając srebra, złota,
Gdy bo będzie bez kłopota.
Wysuszając pilno flaszę,
Ja się na każdą ostraszę.        50



54.   Epitafium Dzikowi.

Dziśjeśmy z tobą, Dziku, żartowali,
A dziśjeśmy-ć zaś grób nagotowali.
Nieszlachetna śmierć nic się nie wstydziła,
Nie dawszy mu znać, oń się pokusiła.
Lecz i ten, i ów u niej w jednej cenie:        5
Wszak więc każe wstać i od męża żenie.



55.   O swoich fraszkach.

Bych wiedział, iż dziś kędy płaci statek,
Nalazłby go też i u mnie dostatek,