Strona:PL Melchior Pudłowski i jego pisma.djvu/050

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy mieszek stękał, żeś na bok styskował?
Tak nikt fałszywie nigdy nie chorował.



6.   Śmierć.

Napłakał się, że nie mógł Jowisz syna swego
Sarpedona, ze wszytkich dziatek namilszego,
Wyswobodzić od śmierci, choć był królem nieba:
A nam co o niej trzymać nędznikom potrzeba?
To że i próżno myśleć: tak się mocą bronić,
Jako i fortelmi chcieć ręki się jej schronić.



7.   Do łakomych.

By wam nakoniec z nieba i złoto padało,
By się w domiech rodziło, jeszcze to wam mało.



8.   Do utratnych.

Jako woda z rzeszota zarazem wypłynie,
Tak wam wszytko niesporo, a snać z ręku ginie.




9.   Do języcznych.

Niechaj kto chce, cnotliwie żyje tu na świecie,
Przedsię wy mu przyganę wnet jaką najdziecie.



10.   O doktorze Sokołowskim.
Heretyk z katolikiem.

Rzekł heretyk: Krzywego teologa macie.
Takiby dobry prze was, co krzywych szukacie.
To katolik. O w zasię: Prostych dosyć mamy.
My o proste, bo głupi, by kąska nie dbamy.



11.   Pochlebca do Satyra.

Satyrze, słuchaj, już list padnie z drzewa,
Awa na zimę gdzie mieszkać będziewa?
Mnieć się dostanie w izbie przy kominie
Siedzieć, aż ten mróz i to zimno minie.
Przyjmą mię, bych chciał, do onego gmachu,        5
Gdzie się miedź pięknie łśni na jego dachu;