Strona:PL Melchior Pudłowski i jego pisma.djvu/051

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Chcę-li też owdzie, gdzie na wierzchu słoma,
Owa gdzie przydę, tn mnie jako doma,
Bo się ja z ludźmi umiem zgadzać, bracie;
Ale jednę rzecz, chcesz-li, powiem na cię:        10
Jąłeś się nazbyt prawdą ty szermować,
Więc ci też przydzie tam w lesie zimować:
Bo teraz prawdę zrzadka kto rad widzi,
Więc się Satyrem także każdy brzydzi.



12.   Kolęda.

Hej, kolęda, panowie! Widzę do kalety
Żaden się nie pomyka; wierę przez monety
Mnie ztąd, jako baczę, wywędrować przydzie.
Bóg zapłać. Owa tu kto godniejszy nadydzie.
Owóżci Maciek. Maćku! Co mnie żałowano,        5
To tobie bez pochyby wszytko zgotowano.
Owóżci Maciek pełnym potrząsając worem:
Niemasz-ci jedno umieć postępować z dworem.
Już się to do nas złote lata nawracają,
Kiedy głupie mijając, godnym rozdawają.        10
Uczyć się też nam było: lecz gdyśmy nie chcieli,
O głodzie będziem doma by cyfry siedzieli.



13.   Nowy Rok.

Toż będzie w tym idącym, co z zchodzącym było,
Bo baczę, że na niebie nic się nie zmieniło.
Pochlebcy po staremu tuż u misy siędą,
A cnotliwi polewki nałykać się będą.
Wielki by czas nakręcić, astrologu nieba,
Bo dobrym będzie duszno po chwili przez chleba.



14.   Suche dni.

Dajcie, Panie Suchedni, bośmy wysuszyli
Każdą beczkę, coście ją byli napełnili.
Z stołu nic nie zchodzi, to sami baczycie,
Zjemy cokolwiek jeno dla nas nastroicie.