Strona:PL May - Matuzalem.djvu/408

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chińskie stosunki bardzo dawno! Wieczerzał z tong-tszi, nie racząc pokazać się jego gościom, a swoim zbawcom, — to było dosyć dziwne.
Nieco później rozległy się w korytarzu kroki wielu ludzi. Matuzalem dowiedział się, że to ho-po-so opuścił dom tong-tszi.
— Obraza — rzekł do Godfryda. — Uratowaliśmy mu życie; zapowiedział przez tong-tszi, że jutro, albo nawet dziś jeszcze nas odwiedzi. No, a teraz, będąc w tym samym domu, nie raczył do nas wejść, i odszedł, nie pokazawszy nam swego mongolskiego oblicza. Co o tem sądzić?
— Nic chlubnego.
— Cóż?
— Tong-tszi wtajemniczył go w naszą nieszczęsną przygodę. Dlatego nasz miły mandaryn portowy wypiera się wszelkiej łączności z nami. Kiedy mu śmierć zaglądała w ślepia, nie mógł się nacieszyć naszym widokiem, a teraz, kiedy nam coś grozi, umyka, zadarłszy poły, i umywa żółte ręce. Tak już jest na tym niewdzięcznym świecie.
— Jakiż to tchórz i niewdzięcznik!
— Nie przyjechaliśmy do Chińczyków, aby szukać u nich odwagi i wdzięczności. Dla mnie może ten cały ho-po-so — — —
Urwał, ponieważ wszedł tong-tszi. Mandaryn ukłonił się uprzejmie i zapytał, czy goście są zadowoleni z obsługi. Matuzalem potwierdził. Ku jego zdumieniu, tong-tszi zakomunikował mu o wizycie ho-po-so. Należało się spodziewać, że grzeczny

14