Strona:PL May - Matuzalem.djvu/280

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ustąpić. Albo sprowadzi całą armję innych żebraków, którzy będą tak długo jęczeć i lamentować, kłuć się nożami, że przechodnie zaczną mi wyrzucać okrucieństwo i grozić bojkotem. Żebrak może zrujnować najbardziej kwitnący interes.
— Czy policja się nie wtrąca?
— Nie. Żaden człowiek, a tem bardziej policjant, nie może się wtrącać do żebraków. Trzeba się zwrócić do króla żebraków, do t’eua. Kto da odpowiedni okup, ten dostaje kwit, który przykleja do drzwi. Wówczas żebracy omijają je starannie. T’eu ma nad nimi ogromną władzę. Dzieli pomiędzy nich pieniądze, które dostaje za owe kwity. Skoro załatwią się już w jednym dystrykcie, ciągną całą armją do drugiego, aby tam powtórzyć ten sam proceder.
Opowieść Chińczyka była zgodna z prawdą. Zdarza się, że nawet władze państwowe zmuszone są wchodzić w układy z królem żebraków. Ileż to bowiem razy rzeki chińskie występują z brzegów i zalewają ogromne przestrzenie, pozbawiając setki tysięcy ludzi chleba i dachu nad głową? Cóż im innego pozostaje, jak wywędrować o kiju żebraczym. Wybierają króla i ciągną przez bogate prowincje. Król panuje nad nimi; ma władzę nad życiem. Muszą go słuchać bez szemrania. Gdyby nie on, zaleliby cały kraj dzikiemi nieokiełznanemi bandami i splondrowaliby go doszczętnie. Mordowaliby, podpalali i rabowali. Chiny stałyby się krajem nieustannej walki wewnętrznej; nikt nie byłby pewny dnia ani godziny.

34