Strona:PL May - Matuzalem.djvu/279

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Wie pan o tem?
— Słyszałem to z jego ust.
— Jest pan cudzoziemcem, a zatem nie wiesz chyba, że to wielka obraza. Żaden człowiek przyzwoity nie mówi nic o żonie swego bliźniego. Ujrzałem to dziewczę i polubiłem, nie wiedząc, czyją jest córką. Później dopiero dowiedziałem się, że ojcem jej jest t’eu. Mimo to, poślubiłem ją, panieważ była dobra i piękna. Czy trzeba mi to wypominać? Byłem ubogi. Zostałem zamożnym człowiekiem dzięki t’euowi, ponieważ sam jest nader, nader bogaty. Czy nie powinienem być wdzięczny jemu i swojej żonie? Czy powinienem milczeć, kiedy ich lżą złe języki?
— Nie. W mojej ojczyźnie poślubienia córki żebraka nie poczytuje się za hańbę.
— Tam bardziej, że jestem zięciem t’eua!
— U nas niema królów żebraków.
— Nie? W takim razie Europa jest nieszczęsną krainą!
— Co znowu?
— Ponieważ niema u was sposobu pozbycia się natarczywości żebraków.
— O, mamy dobry sposób, bardziej skuteczny, niż wasz; mianowicie policję.
— Co potrafi policja? Nic, absolutnie nic! Jeśli odmówię prośbie żebraka, zmusi mnie poprostu. Wysmaruje sobie twarz kałem. Wysmaruje sobie odzież i usiądzie przed mojemi drzwiami — uduszę się w fetorze i stracę klientów. Albo też gongiem sprawi tak przeraźliwy hałas, że wreszcie będę musiał

33