Strona:PL May - Matuzalem.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nowy pomysł trzeźwienia go. Potrząsając studentem za ramiona, rzekł:
— Matuzalemie, obudź się! Pamiętaj o swojem słowie honoru. Czy pozwolisz się zamordować, zanim spełniłeś przyrzeczenie? Czy słyszysz, twoje słowo honoru, twoje kong-kheou, twoje kong-kheou!
— Słowo honoru — kong-kheou! Dotrzymam! Co co — ach, to ty Ryszardzie? — odsunął się od ściany, podniósł powieki i dopiero teraz poznał Ryszarda.
— Błagam cię na miłośc Boską, — prosił chłopak — pomyśl o kong-kheou! Pomyśl o mojej matce i przypomnij sobie Ye-Kin-Li, któremu dałeś słowo. Jeśli zaraz nie wrócisz do przytomności, wszystko będzie stracone!
— Dlaczego?
— Bo nas zamordują,
— Za — mor — du — ją?
— Tak. Czy nie słyszałeś moich strzałów? Zastrzeliłem dwóch Chińczyków,
— Do pioruna! Czy ja śnię? Moja głowa, o moja głowa! Co się stało mojej głowie? Dlaczego ci leżą jak trupy na ziemi?
— Zatruto was opjumem. Łotry wyświdrowały dwie dziury w drzwiach, aby pierwszym wystrzałem zgładzić psa. Uraczyłem ich dwiema kulami, które na pewno trafiły.
— Ty — — strze — la — łeś! Kto... kto mówił poprzednio o relegowaniu?

46