Strona:PL May - Matuzalem.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie — bez — bez — pie — —? — wymamrotał student.
— Tak. Otwórz przynajmniej oczy!
— O — o — oczy!
Widać było, że nie szczędzi trudu, aby podnieść powieki — napróżno. Wówczas Ryszard wpadł na dziwny pomysł. Gniewnym tonem krzyknął:
— Czy nie słyszysz, głupi smarkaczu!
Obelga podziałała. Matuzalem otworzył oczy i zawołał:
— Hultaju! Ja ci pokażę! Przygotuj baty, Godfrydzie! — mimo otwartych oczu Matuzalem nie poznał Ryszarda.
— Sam jesteś hultajem, — odpowiedział chłopak — pięciokrotnie relegowana małpo!
Okazało się, że obraza silniej działała niż opjum. Matuzalem odepchnął Ryszarda, podniósł się na kolana i huknął:
— Co? Jak? Rele — rele — — ja — ja —?
— Tak, ty! Infamją relegowany!
Błękitno-purpurowy zerwał się na nogi, wyciągnął pięści w kierunku śmiałka i zawołał zachłyśniętym głosem:
— Mnie! Mnie coś podobnego! Pieski gnacie, ja cię rozmiażdżę!
Chciał rzucić się na Ryszarda, ale zachwiał się na nogach, poczem, wsparty o ścianę, zamknął zpowrotem oczy. Chwytając się rękoma za ciążącą głowę, byłby znowu runął, gdyby Ryszard nie wpadł na

45