Strona:PL May - Matuzalem.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ki sen. Turnerstick przewrócił się powoli na drugi bok i mruknął:
— Jeszcze raz ognia, chłopcy! Dobrze celować! Pokażcie im!
Zdawało mu się, że jego okręt walczy z wrogiem.
Godfryd de Bouillon podniósł głowę ku górze, nadsłuchiwał przez chwilę, poczem zaklął:
— Idjoto, co ci na myśl wpadło! Jakże mogłeś strzelać z mego oboju! Czyż był nabity?
Opuścił głowę i zasnął.
Największa wrażenie strzały wywarły na Matuzalemie. Podniósł się do połowy i otworzył oczy. Patrząc przed siebie tępo, zapytał:
— Czy strzelano? Kto — — gdzie — — dlaczego — — dla — — dla — — dla — — —!
Urwał. Zamknął oczy i opadł ciężko. Ryszard podszedł doń, uchwycił go za plecy i pociągnął:
— Stryju, obudź się! Stryju Matuzalemie!
Żadnego skutku. Chłopiec z wysiłkiem podniósł Matuzalema do połowy i zawołał:
— Stryju, słuchaj! Zastrzeliłem dwóch Chińczyków! Chcą nas zamordować!
— Puść — puść — puść mnie! — mruknął Dagenfeld.
Ryszard trzymał go mocno i prosił:
Obudź się, obudź się! Jesteśmy w niebezpieczeństwie!

44