Strona:PL May - Matuzalem.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Świder przebił drzewo. Przy śwjetle obu lampjonów widać było, że to rodzaj centro-świdra, który wydrążył znacznie większy niż poprzedni otwór. Stało się to, czego się spodziewał Ryszard, — wsadzono lufę pistoletu. Pies nie spuszczał mądrych oczu z otworów. Ujrzawszy broń, skoczył szybko na bok. W tej samej chwili Ryszard wypalił. Wiedząc, że oko napastnika znajduje się przy górnej dziurze, celował o piętnaście cali niżej, aby trafić w piersi. Rozległ się wystrzał i zaraz potem głośny okrzyk z zewnątrz. Chłopiec szybko sięgnął po drugą strzelbę i dał drugi bardziej wbok skierowany wystrzał, ponieważ rozumiał, że stoi tam większa ilość Chińczyków. Usłyszał drugi okrzyk, po którym nastąpiły wielogłośne krzyki, głuszone wściekłem szczekaniem psa.
Przezorny chłopak wyciągnął swój notes, wyrwał parę kartek, zwilżył językiem i przykleił do czterech otworów, aby wrogowie nie mogli zajrzeć. Gdyby zerwali jedną z owych kartek, udostępniliby wyraźny cel Ryszardowi. Nikt jednak nie odważył się podejść do niebezpiecznych drzwi. Uwaga Ryszarda mogła się teraz zwrócić ku towarzyszom.
Aczkolwiek byli formalnie ogłuszeni snem, huk obu wystrzałów dotarł do ich słuchu. Poruszyli się, każdy inaczej.
Grubas ledwo się dźwignął i, nie przecierając oczu szepnął:
— Hm! Ktoś strzela. Będzie pieczeń kocia.
Wykrztusiwszy te słowa, zapadł znowu w głębo-

43