Strona:PL May - Matuzalem.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zaryglowane. Chłopiec gestem przywołał psa i nakazał mu milczenie.
Z poza ściany doleciały szepty; minęło kilka minut, poczem szmer się ponowił. Wydawało się Ryszardowi, że ktoś usiłuje świdrem wydrążyć otwór w drzwiach. Podszedł więc bliżej i w rzeczy samej zobaczył oniec świdra. Drążono dziurę, aby móc zajrzeć do kajuty.
Skoro to się stało i skoro cofnięto świder, Ryszard rzucił się wbok, aby go nie ujrzano. Spojrzenie szpiega mogło dosięgnąć jedynie czwórki śpiących i psa. Mógł więc przypuścić, że Ryszard śpi w kącie. Newfundlandczyk siedział pośrodku kajuty i uważnie wpatrywał się w otwór. Mądre zwierzę rozumiało jego cel. Znać było po niem, że rzuci się na pierwszego, który zechce wejść. Jego siła rokowała przynajmniej temu pierwszemu pewną zagładę. Ryszard domyślił się, że korsarze przedewszystkiem zechcą usunąć psa.
Ale jak? Mogli to zrobić jedynie kulą. Czy spróbują? W tym wypadku będą musieli wydrążyć drugi otwór — jeden dla celującego, drugi dla lufy.
Chłopiec nie omylił się: usłyszał ponownie szmer świdra. Świadom tego, że kula rewolwerowa przebije drzwi, ale nie potrafi zranić stojącego za drzwiami, uchwycił obie strzelby mijnheera, odwiódł kurki i ustawił się tak, aby z zewnątrz nie można go było zauważyć. Postawiwszy przy sobie jedną strzelbę, drugą skierował w stronę drzwi i czekał na dalszy przebieg wypadków.

42