Strona:PL Marian Zdziechowski - Pestis perniciosissima.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sobności zaznacza. Wszak niedługo przedtem, w przemówieniu do alumnów Kolegium Polskiego w Rzymie o ich przyszłych pracach wyraził się był, że wszystkie słowa, choćby najwymowniejsze, wejdą u ich przyszłych słuchaczy w jedno ucho, aby wyjść przez drugie, natomiast życie tylko i czyny wyryją się w pamięci.
I teraz, gorąco i z energią potwierdził Ojciec św. słowa moje, wypowiadając kilka uwag w duchu tego, co skreślił w encyklice o tych prawdziwych bojownikach Chrystusowych, których żywe przykłady daleko więcej przyczyniają się do poruszenia i porywania dusz, niż najwyszukańsze rozprawy. «Ale — ciągnąłem dalej — jeśli tej świętości brak wśród kapłanów i członków Kościoła, lub jeśli z niedostateczną objawia się siłą, to może być w pewnej mierze zastąpioną przez ducha miłości w traktowaniu przeciwników i ich myśli i dążeń; ale, niestety, nader liczni są apologeci, którzy ujęci będąc kuszącą myślą nadawania wywodom swoim ścisłości matematycznej, przedstawiają je, niby matematykę jakąś, a tych co matematyki tej nie rozumieją lub przyjąć nie chcą, ogłaszają za głupców, czy szaleńców». Wyznaję, że słowa te ostatnie wymawiałem z obawą, jak przyjęte będą, ale rozwiał ją potakujący gest Papieża. Nabrawszy odwagi, streściłem wtedy pokrótce wyłożoną wyżej w niniejszem studyum myśl, że w systemach myślicieli, zostających poza Kościołem, lub nawet