Strona:PL Marian Zdziechowski - Pestis perniciosissima.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Najłaskawiej dopuszczony do posłuchania prywatnego, stanąwszy przed Ojcem św. wypowiedziałem na wstępie uczucia, które w chwili takiej cisną się do serca każdego myślącego członka społeczeństwa naszego, zaznaczając, że niezbędne dla wszystkich narodów, dla nas jest jeszcze niezbędniejsze pogłębienie życia religijnego, jako gruntu, na którym rosną charaktery większej miary. W tym duchu — były słowa moje — staram się na stanowisku mojem pracować w miarę słabych sił moich; staram się zwracać młodzież ku religii i Kościołowi; kreśląc z katedry uniwersyteckiej dzieje kierunków ducha; usiłuję przedstawiać je tak, aby wypływała z nich apologia idei chrześcijańskiej, urzeczywistniającej się w Kościele... «...I pragnieniem tem przejęty — mówiłem dalej — przyszedłem złożyć u nóg Waszej Świętobliwości prośbę o wskazanie w zakresie metod apologetycznych. Wiem dobrze, że najsilniejszym dowodem apologetyki, wobec którego bledną wszystkie inne, jest świętość Kościoła i jego sług. Przez rozmaite przechodziłem wpływy i przez rozmaite wątpienia w moich latach młodzieńczych, żadna jednak filozofia antychrześcijańska nie wywarła nigdy na mnie szczególnie silnego wrażenia, natomiast zachwiewałem się nieraz, gdy w dziejach Kościoła czytałem o faktach niezgodnych z jego posłannictwem». — To mówiąc wiedziałem, że trafiam w ulubioną myśl Ojca św., którą on przy każdej spo-