Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


to na to naczelstwo, gdzie mirowy sąd? Pan Bóg powiedział: Ty, Lejba Minc, rymarzem będziesz — ot, tobie dwie ręce i głowa — ot, tobie dom i ogród — ot, tobie żona i dzieci — ty tego patrz i pilnuj — a mnie głowy nie zawracaj — mam ja was dosyć — pełne ziemie! Nu — to jak na mnie choroba, pożar — czy inne biede — to ja wtedy gwałt, — do Pan Bóg — ale jak żaden taki zły interes — to ja mam siedzieć cicho. Czy ja nie mam recht?
— Żeby taki rozum wszyscy mieli!
— Ot — ja wiem, że wy z delikatne familie — to zrozumiecie. Taki cham — to ma wielkie gardło — do wódki i do łajania, a głowę to ma tylko, żeby na niej czapkę powiesić. A wy myślicie, skąd ja delikatny rozum mam — bo ja też z wielkie familie. Mój dziad rabin był, cudotwórca, mój ojciec też rabin — co do niego o sto mil jeździli. Pinkus Birman milioner — a jabym mojej Ryfki za jego syna nie dał — ja dla niej szukam uczonego! A ja choć tylko rymarz — do Pinkusa Birman po rozum nie chodzę.
— Młodzi wasi już inni!
— Młodzi głupi. Zakonu nie patrzą — zdaje się im, że co nowego wymyślą, czemś wielkiem będą. Wy się dowiecie? Ja myślę, że choć wy i nie stary — to taki czas był, żeście starych rzemieni nie łatali, a za nowe drogo płacili.
— Ale teraz łatać potrafię! — uśmiechnął się Jaworski, pokazując mu robotę.