Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cukrowni, a potem trzecie kosztem akcyonaryuszów fabryki.
Dziwny uśmiech był na twarzy czytającego, i długo patrzał w czarne, wielkie litery nazwiska — a potem zaczął odczytywać opis katastrofy — listę ofiar — i wreszcie znalazł o sobie dłuższą wzmiankę: »Zgasły w sile wieku, w tak tragiczny sposób ś. p. Adam Jaworski, pozostawia po sobie żal szczery w szerokich kołach naszego miasta. Był to człowiek wybitnych zdolności, nieposzlakowanej prawości, pracy rozumnej i owocnej, wybitnego charakteru, i dobrze zrozumianej obywatelskiej ofiarności. Stratę jego dotkliwie odczują tak koledzy jak podwładni a pogrążonej w ciężkiej żałobie rodzinie prezesowstwa Taubert, z których jedyną córką zmarły był żonaty — to ogólne współczucie i uznanie dla nieboszczyka — niech będzie choć słabą pociechą w nieszczęściu«.
— Tak się pisze historya! — szepnął czytający.
Odrzucił gazety — zapatrzał się w nurt pod nogami, w życie, migotliwość gładkiej toni — i dodał.
— Bo tyle się widzi z ludzkiego życia — co z tej równej wodnej powierzchni, a na dnie — każdy bywa tylko sam — i milczy.
Ilu ludzi mu znanych odczytało te gazety, i czy był jeden, któryby odczuł co innego jak konwencyonalny żal — w którym była radość życia wobec