Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kierni lub salonie. Pan jest odpowiedzialny za porządek w fabryce.
— A tak — do roku. Otrzymałem przecie dymisyę. Ale chociaż jeszcze jestem na posadzie — nic już nie znaczę. Rząd idzie z pałacu.
— Gdzież jest w tej chwili pan Wojdak?
— Wyjechał za interesami, podobno do Kijowa. Pan Taubert wysłał. A gdyby był, toby chemią się nie zajmował. Jest przecie głównym kontrolerem nas wszystkich.
— Kto panu udzielał dymisyi? Nie rozumiem nic.
— Właściwie ja sam w tych warunkach dłużej pozostać nie mogę.
— Miałeś pan jakie zajście z panem Taubertem? Co się stało?
— Od jesieni mam ciągłe zajścia — o wagę buraków, o melas, o wytłoki, o rachunki, o najem, o dostawy — o wszystko. W fabryce szpiegostwo, donosy, plotki, z administracyą dóbr ciągłe spory, awantury — wśród urzędników ferment i niechęć. Na rok przyszły zostanie tu Wojdak i jego kreatury. Wydatek cukru zły, fabryka ogłoszona za stary grat — akcye spadają. O to właśnie chodzi.
Adam spojrzał na niego i milczał. A Zaremba dodał po chwili ciszej:
— Chodzi też o zmianę administratora.
— Więc pan stanowczo ustępuje z posady? —