Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chętnym stosunku w rodzinie? Czy o swem osamotnieniu i pustce życia?
Nie pisał; starał się nie myśleć — zapamiętał się w pracy fizycznej i rachunkach.
Było mu znośnie, gdy od świtu był w polu konno, gdy przemarzł i przemókł, gdy miał w nocy wiele cyfr i suchej urzędowej korespondencyi. Wtedy zasypiał ciężko i nie myślał.
W takim czasie i usposobieniu wypadła mu podróż do Petersburga w interesach fabryki. Wstąpił do Warszawy, tam wsiadł do kuryerskiego pociągu, przygotowany na długotrwałe nudy wagonu. Ale przy trzecim już dzwonku do przedziału wpadł oficer huzarów, za nim elegancka dama, zamienili pośpieszny uścisk, i gdy pociąg ruszył, Jaworski miał towarzyszkę podróży.
Było mu obojętne, raczej niemiłe, minęły godziny, nie spojrzał w jej stronę, zajęty czytaniem gazet, ona także wtulona w kąt, czytała książkę.
Wreszcie zmorzył go sen, ukołysał monotonny ruch i gorąco wagonu — począł drzemać.
Roiło mu się, pół sen, pół majaczenie, — jakieś długie ulice puste, jakieś miasto wymarłe czy uśpione, gdzie on czegoś szukał, błądząc z zaułka w zaułek, wstępując na jakieś schody, schodząc do jakichś piwnic i męcząc się, by sobie przypomnieć, nazwę czy miejsce, którego potrzebuje.
A wtem posłyszał, że go ktoś woła, a raczej, że