Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tę i resztę wieczora przychodził też z fabryki, parę razy na tydzień, Wojdak, który też dokazał sztuki zjednania sobie całej rodziny.
Jaworski podziwiał giętkość tego człowieka i bajeczną wielostronność charakteru. Wzorowy, jako urzędnik, zamiłowany w swym fachu, potrafił interesować się małostkowemi sprawami Taubertowej, obmyślać z Taubertem projekty nowych dochodów lub oszczędności, rozmawiać z Anielką o modach, ploteczkach i grać z nią na cztery ręce na fortepianie.
Podziwiał go Jaworski i przyznawał mu nad sobą wyższość.
Jego duszę osnuły znowu chmury nudy, zniechęcenia, apatyi, beznadziejności szarej i ciężkiej jak listopadowe niebo.
W mgłach tych, w tumanie gęstym i zimnym zniknęła ścieżka w górę, którą tak widział jasną i wyraźną w księżycowym błękicie kwietniowej nocy w Tepeńcu, przerwały się listy do Atmy, bo i co miał pisać? Czy o szachrajstwach dostawców buraków i codziennej z nimi walce o grosz? Czy o opieszałości i lekceważeniu obowiązków przez urzędników fabrycznych, których traktować zaczął względnie i dobrotliwie? Czy o coraz nowych wymaganiach i buntach robotników, od czasu, gdy się zajął ich wygodą i pofolgował w ostrem traktowaniu? Czy o sztywnym, przymuszonym, prawie nie-