Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zdołam przypasować do pojęć prawdy i dobra. A przecie chcę być dobrym, chcę wytrwać! Bądź ty ze mną!«
Ody otrzymał wieść o przyjeździe żony i teściowej, pojechał do Warszawy. Spotkał panie na dworcu. Wyrzucał sobie teraz, jako ciężkie przewinienie, swe małżeństwo dla interesu, kłamane przysięgi wiary i miłości, obojętność i opuszczenie kobiety sobie poślubionej. Miał teraz duszę pełną dobrej woli, gotowość ofiarną być najlepszym towarzyszem i mężem. Wydawała mu się łatwą i możliwą zmiana życia i stosunków. W tem usposobieniu wszedł do wagonu, szukając oczami żony.
W progu spotkał inną kobietę, tak piękną i tak elegancką, że wzrok na niej zatrzymał — i ona nań spojrzała, dłużej, niż wypadało, — bo gdy się usunął, by jej zrobić miejsce, już ją zapamiętał.
Teraz z kolei wychyliła się z wagonu Taubertowa, wołając tragarza, a zobaczywszy zięcia, nie okazała wielkiej radości, tylko podając mu majestatycznie rękę do pocałunku, rzekła:
— Podobno w Warszawie panuje szkarlatyna?
— Nie wiem.
— Ty nigdy nic nie wiesz — mruknęła.
— Gdzież Anielka? — spytał niecierpliwie.
— Czy mama wzięła torebkę? — usłyszał głos żony z przedziału, i nareszcie ją odnalazł, tak zajętą zbieraniem rzeczy i umocowywaniem roztrzę-