Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/096

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sem mam uczucie rekonwalescenta po ciężkiej chorobie — bezmierna rozkosz zdrowia, pragnienie życia. Cieszy mnie wszystko i mam bezgraniczną życzliwość dla całego świata. Rozumiem szczęście!«
Otaczający go inaczej tłómaczyli zmianę usposobienia:
— Musiał zrobić jakiś świetny interes — mówili jedni.
— Szczęśliwy, że nie ma nad karkiem Taubertów.
— Ma nową kochankę.
— Zachorował na popularność. Do czegoś mu to potrzebne.
— Tajemnicza jakaś gra. Trzeba się mieć na baczności.
Takie były zdania i uwagi, pozornie różne, a tak w gruncie jednolite.
Ludzie potrafią mówić o wszystkiem, tylko o bliźnim nie potrafią mówić — bliźniego się tylko obmawia. Jedyną w tem pociechą jest, że obmawiany nie dowie się prawie nigdy, jakim jest w ustach »przyjaciół« — i dlatego i Jaworski mógł co wieczór pisać do Atmy: »Świat jest piękny, ludzie są dobrzy — będę dobry!«
Pierwszem tchnieniem dusznych nizin był Ignac.
Przyjechał niespodziewanie — zgrany, zhulany, bez grosza, ze zwykłym zamiarem »naciągnięcia« szwagra.