Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


względem Jaworskiego uprzedzająco giętki, zgadujący zda się, myśli.
Pierwej te doskonałości właśnie wzbudziłyby nieufność i podejrzenie, ale teraz Jaworski postanowił ludzi kochać i wierzyć, więc cieszył się Wojdakiem — tem bardziej, że to był pierwszy nowy człowiek, który mu w życie wchodził, a pamiętał słowa Atmy, że ludzie się nie spotykają przypadkiem, że czemś są dla siebie.
Zrozumiał, czuł, że spotkał przyjaciela — i odtąd zwykle względem oficyalistów urzędowo tylko grzeczny i stanowczy — tego pierwszego traktował jako kolegę. Rozmawiali ze sobą o sprawach społecznych, o położeniu i obowiązkach pracy i kapitału, o rozwiązaniu sporów i kwestyi klasowych, o zmianach i poprawie stosunków.
Wojdak rozumiał to wszystko i zdanie miał mniej stronne, gdyż ojciec jego sam posiadał fabrykę — dużą cegielnię pod Łodzią, a on musiał służyć i dzieciństwo miał ubogie i ciężkie.
Urzędnicy fabryki, wyżsi oficyaliści, znajomi, sąsiedzi, nawet służba, zauważyli w Jaworskim zmianę: wydawał się młodszy, był weselszy, w interesach i stosunkach względniejszy i miększy.
On sam określał stan swej duszy w listach do Atmy, które pisywał co dzień wieczorem:
»Mam wrażenie człowieka, który spędził czas pewien w górach; ma płuca jeszcze pełne czystego powietrza, oczy pełne szerokich widoków. Lub cza-