Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/070

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ale jakimś symbolem, zjawiskiem jak światy odwiecznej — idei.
— Ci pierwsi jeszcze duszy nie czują, ci drudzy z nią w walce. Z nią jest dopiero życie. Ani jedni, ani drudzy nie rozumieją życia. Dużo ciał zedrą, jak szat, zanim pojmą Prawo. I przeto mi ich żal!
Wpatrzony w nią, nie pomyślał zaprzeczyć, dyskutować — nie rozumiał jej, a wierzył i spytał:
— Co jest prawo?
— Bogiem wrócić do Boga.
— Przez to życie?
— Co jest życie! Jednym rokiem dla dębu jakoby. Chwilą, dniem roboczym, więzienną karą, ofiarą lub pokutą dobrowolną... dla każdego czemś innem, ale dla ducha zawsze tylko chwilą, w bardzo dalekiej drodze, w bardzo długiej pracy dla Prawa.
— I dla wszystkich męką.
— Zaklęty król w ropuchę, to jest duch w ciało uwięziony. Zali może być szczęśliwy, zali mu może być dobrze?
— Może mu tylko być spokojnie, gdy zrozumie, co go zaklęło, za co lub dlaczego! — rzekł Antoni.
Teraz Adam wpatrzył się w brata, jakby go także pierwszy raz widział. Twarz to była, przez którą ciężko, głęboko i wielokrotnie przeszedł pług życia, ryjąc niezatarte brózdy. Wszystko tam było: