Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i trud fizyczny na skwarze lub mrozie, i troska o byt, i bezsenne noce w męce dusznej, i gorycz z dna puharów, i szamotanie się w pętach, i dzikie, rozpaczne bunty. Rysy zaostrzone i w sobie jakby skurczone, oczy przymknięte i jakby przygasłe, pajęcza sieć zmarszczek u czoła, siwy włos na skroniach, na ustach uśmiech mądrości, co wszystko rozumie i niczego się nie lęka. A ponad tą mozaiką życiowego pisma jedna jakby pozłota, jeden ton — zwycięskiego, niezachwianego już spokoju.
Patrzał przed siebie bardzo daleko, szeroko — w błękit i rzekł po chwili:
— Prawo ducha jest: Bogiem wrócić do Boga; a jest jeszcze drugie prawo dla ziemi: cierpieć. I jedynem tego życia nieszczęściem jest walka człowieka z tem prawem, bunt przeciw niemu, żądza, by tu nie cierpieć, szukanie szczęścia, strach przed bólem, przeklinanie i nienawiść dla tak zwanego: złego losu. Jesteśmy jak dzieci w szkole, uparte, tępe, niechętne, bezrozumne. A życie minie jak chwila... egzaminuśmy nie zdali, lekcya nie pojęta, nie odrobiona... zostajemy w klasie... wracać trzeba... i znowu kuć, kuć... i znowu bez korzyści!
— A jeżeli ze zrozumieniem i korzyścią? Są przecie i dobrzy uczniowie. Ci już nie wrócą?
— Znasz takich, którzyby nic już ziemskiego nie kochali lub nienawidzili, nie pragnęli, lub się nie lękali? Znasz życie bez winy, bez długu, bez obowiązku, wolne od wypłaty, od kary, od od-