Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/032

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


skich. Po śmierci dziecka nie było końca pretensyom do doktorów i wyrzutom na złą kuracyę, na pomyłki i opowieściom symptomatów choroby i chwil ostatnich.
Taubertowa była gadatliwa, gospodarna, praktyczna, cnotliwa i despotka, Anielka — apatyczna, leniwa, próżna i bez woli; dogadzały, sobie zupełnie wystarczały, reszta ludzkości mogła dla nich nie istnieć, nie zadawały sobie nigdy w życiu trudu obserwacyi i uwagi nawet dla najbliższych, byle im było spokojnie i wygodnie.
Były zresztą przekonane, że są tak dobre, tak wzorowe, tak niezbędne na świecie, że dwóch mężczyzn, mężów są najszczęśliwszymi z ludzi.
Zamach samobójczy Jaworskiego wstrząsnął je, przeraził w pierwszej chwili, potem zadziwił, wreszcie oburzył, jako skandal, który może im zrobić w świecie nieprzyjemność. Teściowa szczególnie była oburzona i cofnęła swe łaski.
Nie odwiedzała go wcale, gdy był chory, a gdy raz pierwszy przyszedł na obiad, nie raczyła podać ręki do zwykłego pocałunku, ani przemówić słowa. Tę samą taktykę zachowywała córka.
Na obiedzie tym był i młody Taubert, przybyły z Warszawy, jak mówił: z troskliwości o zdrowie szwagra. Grobowe miny kobiet sprawiały mu złośliwą przyjemność, umyślnie był dla Jaworskiego uprzedzająco serdeczny. Stary Taubert, zajęty sprawami pieniężnemi, nie zwracał na nic uwagi.