Strona:PL Listy Heloizy i Abeilarda z Francuzkiego Wierszem Polskim Przetłomaczone.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


O! smutna podległości! dolo uciążliwa!
Co iestem? gdzie i iakie wiążą mię ogniwa?
Bezbożna! iakim? przebóg! chcesz się zwać Imieniem
Córka Nieba? śmiertelnym goreie płomieniem.
Boże straszny! zlituy się, niechay w duszy moiey,
Prawo twe tak gwałtowną burzą zaspokoi.
Dłonie twe istność światłom nie zliczonym dały,
Dziś Twoiey wszechmocności użyć musisz cały;
Dziś więcey masz dokazać, nad same stworzenie,
Zniszczyć masz w Heloizie miłości płomienie.
Zdołaszli? --- BOZE wielki! rospacz i łzy moie,
Chcąc przeciw kochankowi wsparcie zyskać Twoię;
Serce me iednak pełne przeciwnych pragnieni,
Więcey zbytek swych ogniow niż twe łaski ceni.
Kocham Siostry więzów moich spułecznice,
Łez moich Towarzyszki, błędu niewolnice,
Przesądu, i cnot płonnych niewinne ofiary,
Swięte te Religii mnie nieznane dary.
Wy które napełnione duchow samotności,
Nieznacie co to jarzmo okrutne miłości;
Wy co swego kochanka w samym macie Bogu,
I nie z czucia kochacie, lecz tylko z nałogu.
O! co to za szczęśliwość mieć serce swobodne!
Nocy wasze spokoyne, dni wasze pogodne,
Biegu jch nic nie miesza, wzburzenie skłonności,
Jakże wam losu tego serce me zazdrości.
Już kocham, nim jutrzeńka ranny świt rozsieie,
Zorze gasną, ja kocham ieszcze i goreie;