Strona:PL Listy Heloizy i Abeilarda z Francuzkiego Wierszem Polskim Przetłomaczone.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dzień i noc strasznym ogniem Heloiza płonie,
Spiącą nawet pieszczoty na swym bawią łonie.
Zaledwo me powieki uymie sen zwodniczy,
Miłość mi swe natychmiast przywodząc słodyczy,
Przypomina tak miłe nocy mym pragnieniom,
Które sen sam wydzierał lubym uściśnieniom.
Abellarze! kochanku! staw się przed mym okiem!
Słyszę go --- duch się wzrusza tak miłym widokiem,
Zrzódło się w sercu moim roskoszy otwiera;
Sciskam go --- wszystek na mnie zapał rospościera.
Roskoszne omamienie w żyłach moich płynie,
Lecz iakże prędko obraz tak pieszczony ginie!
Tak ulubiony widok moiego kochania,
Rozum mię przebudzaiąc światłem swym zasłania,
Nieznasz iuż tych okrutnych więcey poruszenia;
Tych gwałtownych zapałow tych srogich promienia;
W stanie tym gdzie się mieści los twóy nie łaskawy:
Zycie twe, zacisz sama, obraz śmierci prawy;
Krew twoia do ieziora podobna, lub zdroiu,
W żyłach twych bez żadnego płynie nie pokoiu:
Serce więcey twe nie iest iuż Tronem miłości,
Oko twe zasępione nie rzuca iasności;
Zaledwo się słonecznym promieniom otwiera,
Ani gore tym ogniem, które mię pożera.
Przybądź więc Abellarze, krom wielkiey boiaźni,
Już więcey serca Twego miłość nie rozdrażni;
Na nayżywsze pieszczoty iuż odtąd nie tkliwy,
Jeśli możesz bydź ieszcze o co boiaźliwy?