Strona:PL Listy Heloizy i Abeilarda z Francuzkiego Wierszem Polskim Przetłomaczone.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jeźli miłość iest zbrodnią, ieźli ściąga karę,
Kocham --- Ah! kocham! waszą zabiicie ofiarę.
Co czynicie Tygryssy! przebóg! --- krew się leie!
Pieszczot moich na zawsze przecięto nadzieie.
Łzy moie, krzyk i rospacz podpadaiąż winie?
Mogęż słusznieyszey żal móy poświęcić przyczynie?
Co za okropność losu, który nas tak rani,
Otwartą znayduiemy otchłanią, w otchłani!
Kochany Abellarze! wystaw los móy sobie,
Gdy dla wieczney przysięgi po skończoney probie,
Kwiatami uwięczoną i zbladłą na twarzy,
Ręką twą prowadziłeś do świętych ołtarzy;
Gdy nasze opłakuiąc nieszczęsne pożary,
Czyniliśmy oboie ofiarę z ofiary:
Gdy serce rozognione gwałtownym zapałem,
Przysięgałam, że roskosz więcey nie mym działem.
Zaledwie ciemne Welum drzące twoie dłonie,
Włożyły na strwożone twey kochanki skronie;
Ledwo co szat zakonnych uyrzałam zamianę:
Włosienice, żelaza, dla mnie zgotowane,
Kościelne się natychmiast zatrzęsły marmury,
Lampy bladość uieła, słońce czarne chmury.
Tak Nieba z zadziwieniem na ten szlub patrzyły,
Którego celem nie był móy Abellar miły.
Tak Bóg sam powątpiewał o swoim zwycięstwie,
Zrzucić się w moim więcey iuż nie było męstwie.
Ach iakżeś sprawiedliwie posądzał mą wiarę,
Twoią byłam, gdy temu czyniłam ofiarę!