Strona:PL Listy Heloizy i Abeilarda z Francuzkiego Wierszem Polskim Przetłomaczone.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gardząc wszystkim, po innych podnietą iest lubą,
Jmie twoiey kochanki nosić będę z chlubą,
I ieżeli inne iakie iest godnieysze ciebie,
Jeźli tkliwsze, pieszczęsze --- wezmę go na siebie.
O! jak miło! kochać się, i podobać wzaiem,
To iedne święte prawo, reszta czczym zwyczaiem.
Co z ludzi szczęśliwszego nad kochanków dwoie,
Którzy gustem związani, dzielą czucia swoie,
Których skłonność wzaiemna, i zabawa spaia,
Których słodycz roskoszy co moment upaia,
Którzy sercem, ustami, i duszą złączeni,
Ciesząc się zawsze czuią żywość swych pragnieni.
Serca ich czczość zapełnia, miłe upoienie
Roskoszom ich przodkuie, słodkie omamienie;
Spełniaiąc ustawicznie roskosz, z czary złotey
Niepamięć piią swoich nieszczęść, i zgryzoty.
Jeżeli iest szczęśliwość, to w ich sercu mieszka,
Szukaymy szczęśliwość, miłość do Niey ścieszka:
Miłość roskoszy źrzódło, i dobro prawdziwe;
Jak nam dni Abellarze płyneły szczęśliwe.
Jakże się czas odmienił! o dniu nieszczęśliwy!
Dniu straszny! --- gdy żelazo w ręce niegodziwy!
Smiało... Ah! czemuż razów iego nie zwróciła!
Nieszczęsna Heloiso! com w ten czas czyniła;
Rospacz moia! łzy rzewne --- i kochanki ramie,
Byłyby --- Nic ich wściekłey srogości nie złamie.
Wstrzymaycie się okrutni! mieycie wzgląd na Męża,
Złość wasza niechay na mnie wściekłość swą natęża;