Strona:PL L.M.Alcott - Małe kobietki.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   189   —


Brooke z pewną goryczą. Przez roztargnienie włożył zwiędłą różę w dołek i przykrył go, jakby mały grób.
— Artur i dziadek jego bardzoby dbali, i my wszyscy zmartwilibyśmy się, gdyby się panu co złego stało, — odrzekła serdecznie.
— Dziękuję pani, to tak mile brzmi, — odezwał się Brooke wypogadzając znowu twarz; ale zanim mógł dokończyć frazesu, Ned nadjechał na starym koniu, by się popisać przed panienkami, i nie było już spokojnej chwili do rozmowy.
— Lubisz konną jazdę? — zapytała Gracja Amelki, gdy wypoczywały po ogólnych wyścigach wkoło łąki, pod przewodnictwem Neda.
— Szalenie! moja siostra Małgosia jeździła konno, jak papa był bogaty, ale teraz nie mamy koni, prócz Heleny-Drzewo, — powiedziała Amelka ze śmiechem.
— Co to za Helena-Drzewo, czy osiołek? — spytała Gracja ciekawie.
— Widzisz, Ludka przepada za końmi, ja także, ale mamy tylko stare siodło damskie, a konia ani jednego. W ogrodzie naszym jest jabłoń z niską gałęzią, więc kładę na niej siodło, przyczepiam cugle w miejscu gdzie się zagina w górę, i pędzimy gdzie się nam podoba.
— Jakie to zabawne! — rzekła ze śmiechem Gracja. — Ja mam kucyka w domu, jeżdżę prawie codzień po parku z Fredem i Kasią; to bardzo miło, bo i nasze przyjaciółki przyłączają się, — więc jest szereg dam i panów.
— Mój Boże, jakież to śliczne! mam nadzieję, że pojadę kiedy zagranicę, ale wolałbym widzieć Rzym jak szereg, — rzekła Amelka, która nie miała najmniejszego po-