Strona:PL L.M.Alcott - Małe kobietki.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   169   —


— To mi skarb! to warte więcej, jak litanje pochwał. Ach, mamo, tak się starać będę! wytrwam w próbach i nie znużę się niemi, mając twoją pomoc.

Oparłszy głowę na rękach, zrosiła Ludka romantyczną przygodę błogiemi łzami; myślała bowiem, że nikt nie widzi i nie ocenia jej usiłowań. Te słowa były podwójnie drogie i zachęcające, że się ich nie spodziewała i pochodziły od osoby, której pochwała była dla niej najmilszą. Czując większe siły do walki z wadami, schowała list za stanikiem jako tarczę i przypomnienie, gdyby się dała zaskoczyć znienacka; poczem wzięła się do otwarcia drugiego listu, przygotowaną będąc na złe i na dobre wiadomości. Oto co napisał Artur dużemi i eleganckiemi literami:

„Spodziewam się jutro panienek i chłopców znanych mi z Anglji, chciałbym więc urządzić wesołą zabawę. Jeżeli będzie ładnie, rozłożę namiot na Wielkiej łące, gdzie popłyniemy wszyscy na przekąskę i krokieta. Rozpalimy ogień, żeby się raczyć przysmakami na cygański sposób i zabawimy się doskonale. Moi goście lubią takie rzeczy i są bardzo weseli. Brooke będzie trzymał chłopców w karności, a Kasia Vaughn posłuży dziewczętom za wzór. Bardzo pragnę, żebyście się z nami także wybrały; Elizy ani myślę się wyrzec i zapewniam, że jej się nikt nie będzie narzucał. Nie obciążajcie się zapasami, bo ja sam zajmę się wszystkiem, tylko przybądźcie do

waszego na zawsze Artura.

— Wspaniała rzecz, — zawołała Ludka, biegnąc z tą wiadomością do Małgosi. — Mamo, wszakże nie masz nic