Strona:PL Kraszewski - Starościna Bełzka.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jechał do państwa, gdy się już nieszczęście spełniło[1].
Tymczasem w spokojnym dworku nowosielskim Komorowscy się rozgospodarowywali. Nie byli oni bez dworu i ludzi, mieli z sobą przyjaciela i sługę zarazem p. Łukasza Trzaskowskiego, p. Karola Magierowskiego, dworzan Szymona Wyszatyńskiego, Bielańskiego, Sachnowskiego, Soczyńskiego, trzech trębaczy od kapeli, Jacka, Szymona i Łukasza, czterech muzyków, Jacka Demiana, Szymona i Grzegorza, kilku kucharzy i kuchtów (5) i czterech ludzi od koni... Dwór był jak w podróży dosyć liczny, ale na obronę od zbrojnéj a niespodzianéj napaści niewystarczający.
Tu to odbyła się straszliwa scena, na któréj wspomnienie dziś jeszcze niepodobna się nie wzdrygnąć.

„Drugiego dnia (13) lutego), opowiada współczesna relacya, w dzień popielcu samego o godzinie dziesiątéj w nocy stał się tumult i najazd na własny dom jwimp. starosty nowosielskiego, który w szczególności każdemu obywatelowi tyle jest prawami ubezpieczony, pomimo wszystkie ludzkie i bozkie przykazania, z niepraktykowaną bezczelnością, obalający równość stanów, stał się gwałt i najazd. Więcéj półtora sta osób ludu zbrojnego, pod hasłem niesłusznie i fałszywie przybraném niby wojska rossyjskiego, szukającego konfederatów, dom cały otoczyło, i kilkunastu z bandy w strój niezwyczajny przybranych, twarze czernidłem zamazane mających, wpadli do pokoju, w

  1. List p. Kor. Ujejskiego 17 paźdz. 1856